Krople wrześniowego deszczu wystukiwały rytm na oknie. Wpatrzona w ciemną przestrzeń za nim, pochłonięta w myślach dziewczyna nie zauważyła nawet jak cień przecina się tuż za jej plecami. Niewielkie napięcie panujące w pomieszczeniu wzrastało, gdy do uszu dziewczyny dobiegł odgłos kroków. Zdawała sobie sprawę z tego, że cała odwaga ją opuściła, a wszystkie barwy usunęły się z jej bladej twarzy. Tak bardzo chciała się odwrócić ale coś magnetycznego nadal trzymało ją na parapecie. Usłyszała cichy syk, przeszedł przez nią zimny dreszcz. Czuła się tak, jakby stopione sople spływały po jej plecach. Mechanicznie odwróciła się ściskając w podbladłych palcach różdżkę. Prawie pisnęła na widok zakapturzonej, ciemnej postaci w powłóczystej szacie. Za dementorem ciągnęła się czarna mgła, która powoli zaczęła powlekać resztę pokoju.
- Powiedz to - zmusiła się do odezwania się. - Experto Patronum!
Jednak z różdżki nie wyrwało się nic. Jedynie blada, błękitna iskierka, która szybko zniknęła w powietrzu. Drgająca ręka dziewczyny zawisła w powietrzu. Przesądziło to o jej losie. Wiedziała jaki będzie koniec. Wzięła wdech i zacisnęła mocno powieki. Nic się nie działo, jakby czas się zatrzymał. Była to szansa. Jedyna, którą musiała wykorzystać.
- Experto Patronum! - wykrzyknęła niemal śmiejąc się. Z lekkością przypomniała sobie o czymś bardzo szczęśliwym, co wyrwało z jej różdżki błękitnego testrala. Koń pognał przed siebie ze stukiem kopyt pokonując zakapturzonego wroga. Dementor zniknął, jednak tuż po nim zaczęli pojawiać się kolejni. Była zdana na siebie. Celowała zaklęciami w różne miejsca pokoju. Obrazy pospadały ze ścian, wszystko zlatywało z komody, szafek, szuflady otwierały się i zamykały. Panował chaos, który wyczulał się głęboko w jej głowie. Krzyczała gdy więcej postaci zbliżało się do niej. Jeden z dementorów wyciągnął długą rękę, bardzo starą rękę: była niemal biała. Dotykała opuszkami zakrzywionych palców jej szyi gdy nagle rozległ się potężny głos:
- Experto Patronum!
Nie wiedziała jak zareagować. Spojrzała niemo na jej wybawcę. Był to mężczyzna. Miał ostre rysy twarzy, a ciemnymi oczami wpijał się w jej oczy. Miała ochotę przenieść swój wzrok jednak nie potrafiła. Łzy same zleciały po jej policzkach, gdy pokonała przeszkodę i wleciała w ramiona mężczyzny.
- Kocham cię. Nie odchodź już.
- Tego nie mogę ci obiecać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz